Darem jest. I dziękuję wciąż za niego. Daje mi tyle, że chcę się dzielić tym, co otrzymuję. Odkąd jest, każda sekunda ma dodatkowy sens, podniesiony przez miłość do którejś tam potęgi.
wtorek, 14 lutego 2012
Czekoladki?
Nasze wszystkie miłości. Nasza wspólna miłość. Nasza największa miłość. Nie różowe serduszka, LOVE i bukiet tulipanów. Czekoladki? Chętnie zjem. Ale łagodne spojrzenie Świętego na wszystkie nasze miłości niech będzie odpowiedzią na moje dzisiejsze do niego westchnienie.
czwartek, 9 lutego 2012
A na horyzoncie świt
Myślałam, że po wyprowadzce z mlecznej krainy nasza bliskość już nigdy nie będzie dawała mi tyle szczęścia.A jednak. Kiedy śpi wtulony we mnie, z zawalonym katarem noskiem, mamrocząc pod nim i pokasłując przez sen, wiem, że znów jesteśmy tak bardzo razem.
W dzień odpycha mnie, mówiąc ''mama nie, babcia tak'' i porywa ją do swego świata dźwigów, koparek, klocków i miśków. Czy zazdroszczę? Nie, bo ją kocham też i cieszę się z ich komitywy, z jego szczęścia, z jej szczęścia. Tak, bo chcę być najlepszym kompanem zabaw, największą atrakcją...
A jednak noc przynosi odpowiedź. To ja staję się portem, ciepłą, cichą przystanią, gdzie może zacumować i kołysać się spokojnie na falach, śniąc swoje wyprawy i rejsy. Ich trasy tworzą się nie tylko dzięki mnie, ale to ja staję się miejscem, gdzie może zarzucić kotwicę.
Na horyzoncie świt, zaraz świat mi go porwie na kolejny dzień żeglugi, podbojów, ale i dryfowania. Nocą znów będzie miał o czym śnić.
W dzień odpycha mnie, mówiąc ''mama nie, babcia tak'' i porywa ją do swego świata dźwigów, koparek, klocków i miśków. Czy zazdroszczę? Nie, bo ją kocham też i cieszę się z ich komitywy, z jego szczęścia, z jej szczęścia. Tak, bo chcę być najlepszym kompanem zabaw, największą atrakcją...
A jednak noc przynosi odpowiedź. To ja staję się portem, ciepłą, cichą przystanią, gdzie może zacumować i kołysać się spokojnie na falach, śniąc swoje wyprawy i rejsy. Ich trasy tworzą się nie tylko dzięki mnie, ale to ja staję się miejscem, gdzie może zarzucić kotwicę.
Na horyzoncie świt, zaraz świat mi go porwie na kolejny dzień żeglugi, podbojów, ale i dryfowania. Nocą znów będzie miał o czym śnić.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Panda
- Chcesz być burakiem czy pandą? - to pytanie zadane dwa tygodnie temu otrzymało zdecydowaną odpowiedź:
- Panta.
Więc dziś z oporami przywdział czarne body z białym futerkiem, bezproblemowo założyłam mu czarne rajstopki, zaś opaska z uszami utrzymała się na głowie jedynie 5 sekund, na potrzeby zdjęcia. Bambus zrobiony z szarego papieru i bristolowych, zielonych listków dzierżył w dłoni. Buzię udało się pomalować na biało i zrobić czarny nos oraz okolice oczu. I przez godzinę był ukochanym Pandą. Odkrył jej istnienie tuż przed świetowaniem półtora roczku, w książce o zwierzętach i zakochał się. Panda mam nadzieję milość odwzajemnia. Bo mamę najbardziej boli, kiedy jej dziecko kocha, a nie jest kochane. Przez kogoś z rodziny, psa sąsiadów czy pandę z książeczki. A kiedyś pojawią się idole, nieodwzajemione miłostki i miłości. Na razie panda jest w książeczce i możemy snuć o niej historie, jakie chcemy.
- Kochanie, panda powiedziała, że jest bardzo dumna, że się ubrałeś w jej kostium. A co panda je?
- Banda.
środa, 11 stycznia 2012
Wspomnienia
Kiedy siedzi nachylony nad ciastoliną i próbuje precyzyjnie wyciskać na niej szlaczki, weszłabym mu chętnie do głowy. Szybko przemierzyłabym obie półkule, rzuciła choć okiem na procesy, dane, na to, co zapisane i to, co w toku. Bo niewiele wiem. Jak to nie wiem? Przecież wiem, że on wszystko rozumie. Tak? To dlaczego nieraz przy nim mówię o nim w trzeciej osobie? Jakby zakładając, ze nie zawsze może być pełnoprawnym uczestnikiem dialogu... Jakie są jego myśli? Tak chciałabym je znać - ich zapach, smak, konsystencję, lekkość, ale i ich wagę. I co ze wspominaniami? Przecież pamięta tyle, opowiada po swojemu, za pomocą znanych słów, gestów i mimiki zdarzenia sprzed tygodnia, dwóch. A potem co? Rozpływają się, czy są zastępowane nowszymi? A może natrafiłabym na jakieś ich archiwum, zapisała kod dostępu do niego i na 18 urodziny wręczyła synkowi taki prezent. Żeby przypomniał sobie to, co jest teraz. Ten kawałek życia, kiedy jesteśmy tak blisko, kiedy jesteśmy dla siebie światem. A może właśnie nie może tego pamietać, może byłoby to przeszkodą ? Ja te chwile mam wyryte. Na nim pisane są piaskiem, który zdmuchnie wiatr/wicher/bryza życia. Oby bryza, ożywcza i pachnąca wolnością.
Podnosi glowę znad ciastoliny, "Odu, dombu". Odłóż, budujmy dom. I kto u kogo był w głowie?
Podnosi glowę znad ciastoliny, "Odu, dombu". Odłóż, budujmy dom. I kto u kogo był w głowie?
sobota, 31 grudnia 2011
Przejście
Już drugi wspólny sylwester, drugie symboliczne przejście ze starego w nowe. Co zostawiamy za sobą? Raczkowanie, pierwsze kroki, pierwsze wypowiedziane "mama". Początki samodzielności w jedzeniu, zabawie, te chwile, gdy zamyka drzwi od pokoiku i robi "papa", by poczuć się panem swojego losu. Choć na pięć sekund. "Siam", które bije się o prymat z słowem "mama". Najlepiej to sam, ale z mamą obok. Pierwsze złości, drapanie, próby oskalpowania taty - kiedy z radości, że jest już po pracy w domu nie wiadomo już co zrobić i jak ją wyrazić. Awanturki o chlebek z cieciorkowym pasztecikiem, który to przysmak zwie się "abcia diedziem". Zamknięty rozdział zwany mleczną krainą mamusi. To za nami, a raczej w nas, cegiełki, które budują jego i nas, spalają nas coraz mocniej, choć nasze wieże mają osobne wierzchołki i dążą ku różnym przeznaczeniom.
Już się nie mogę doczekać tego, co przed nami. A dziś, niech radość porwie nas do tańca w rytm ulubionego Kazaczoka. Tak, synku, życie jest piękne i koniec znaczyć może początek.
Szczęśliwego Nowego Roku!
Już się nie mogę doczekać tego, co przed nami. A dziś, niech radość porwie nas do tańca w rytm ulubionego Kazaczoka. Tak, synku, życie jest piękne i koniec znaczyć może początek.
Szczęśliwego Nowego Roku!
środa, 28 grudnia 2011
..gdzie wzrok nie sięga
Synek wziął sobie do serca wezwanie, by "sięgać, gdzie wzrok nie sięga". W ferworze przedświątecznych porządków przyuważył , że miotłą można zetrzeć kurze z kątów, tuż pod sufitem. Dzierżąc więc ten czyści/niszczy - cielski oręż zrzuca obrazki ze ścian oraz zgarnia całą gamę świątecznych bibelotów z parapetu. Mało mu. Próbuje jeszcze kijem machnąć na tyle mocno, by ze stołu zjechał chaos papierów, szumnie zwany firmą. Ukontentowany sukcesem, chce więcej. Może uda się otworzyć szafki w kuchni, te na górze, sypialnie mleczka i różnej maści skarbów, które ponoć tam śpią. Więc żeby nie obudzić, paluszek na ustach, ciii. To jedna ręka. Druga macha miotłą na tyle mocno, że drzwiczki się uchylają. To mój moment. Wkraczam. Tornado przeszło przez dom w ułamku sekundy, ta kolejna sekunda należy do mnie. Zamykam drzwi, bo tajemnicy można uchylić tylko rąbek. Nawet jeśli robi się to kijem od miotły.
sobota, 24 grudnia 2011
Dzidzia Jezus
Bóg przyszedł nie jako imperator, mocarz i władca. Przyszedł człowiekiem. Niemowlęciem, które Maryja na pewno ze łzami w oczach tuliła po tym, jak w krzyku i zimnie dała światu. Dziś Bóg jest młodszy niż mój synek, który patrzy na Jezuska w żłóbku i mówi: dzidzia.
Gdy słyszy drugą zwrotkę swojej ulubionej kolędy, na słowa "jako Bogu cześć Mu dali", wyciąga rączkę i mówi "cieś".
Cześć Jezusku, dziś jesteś maleństwem, któremu Mama śpiewa lililaj. Dziś mój synek też usłyszał jedną z Twoich kołysanek na dobranoc. Śpi w ciepłym łóżeczku, tuli misia. Nie na słomie, w grocie. Maryjo, dzielna Mamusiu, a to dopiero początek drogi Syna...ale dziś tul Go, kołysz go, maleńki skarb. Dziś jest cały Twój. Bóg w rękach człowieka.
Życzenia zachwytu nad Tajemnicą, którą odkrywamy przy blasku świec i zasłuchani w kolędy, która jest w dziecięcym śmiechu i łzach wzruszenia tych, którzy powoli kończą już swą drogę. Przy żłobku każdy znów może stać się dzieckiem, bo jeśli Bóg mógł...
Radosnych Świąt!!!
Gdy słyszy drugą zwrotkę swojej ulubionej kolędy, na słowa "jako Bogu cześć Mu dali", wyciąga rączkę i mówi "cieś".
Cześć Jezusku, dziś jesteś maleństwem, któremu Mama śpiewa lililaj. Dziś mój synek też usłyszał jedną z Twoich kołysanek na dobranoc. Śpi w ciepłym łóżeczku, tuli misia. Nie na słomie, w grocie. Maryjo, dzielna Mamusiu, a to dopiero początek drogi Syna...ale dziś tul Go, kołysz go, maleńki skarb. Dziś jest cały Twój. Bóg w rękach człowieka.
Życzenia zachwytu nad Tajemnicą, którą odkrywamy przy blasku świec i zasłuchani w kolędy, która jest w dziecięcym śmiechu i łzach wzruszenia tych, którzy powoli kończą już swą drogę. Przy żłobku każdy znów może stać się dzieckiem, bo jeśli Bóg mógł...
Radosnych Świąt!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
