Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karmienie piersią. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karmienie piersią. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 grudnia 2011

Ostatnie krople

I stało się. Tak po prostu, w piątek o 18.30. Ostatni raz przytulony aż tak blisko, ostatnie krople chciwie połykane i błogi sen. Pobudka brutalna, bo nie ma już ukojenia, przytulanie, śpiewanie, szeptanie i noszenie nie zrekompensuje tej straty. Boli. Mnie i  jego. Chęć, by jednak znów go podłączyć do siebie i chłonąć bliskość. Ale powoli uspokaja się, już tylko łkanie i monotonne mama, mama. Po chwili cisza i jego miarowy oddech. Teraz ja mogę sobie popłakać.

sobota, 26 listopada 2011

Mleczny Królewicz

Jest go coraz mniej. W dzień nie dostaje już go w ogóle, w nocy jeszcze korzystamy z tej bliskości, ale ile jeszcze to potrwa? A przecież nazywaliśmy go Mlecznym Królewiczem. Kiedy już nim nie będzie, pozostanie takim na zawsze w nas. Ile jeszcze czeka nas takich pożegnań? Małych rozstań, zakończonych etapów...Kiedy przeszedł z raczkowania do chodzenia, łza tylko zakręciła się w moim oku. Teraz łez nie zliczę, bo kończy się coś więcej, nie tylko jakiś etap, okres życia, ale nasza więź  - nie, nie rwie się, tylko zmienia strukturę. Fizyczna jedność, której ślad nosi na brzuszku, była kontynuowana przez te miesiące, kiedy moje ciało zaspokajało jego głód i potrzebę bliskości. Zmiana jest trudna, rezygnacja z bycia dla niego tak na sto procent boli. Będzie się oddalał, coraz bardziej samodzielny, coraz mniej zapatrzony we mnie, coraz bardziej rozglądający się wokół. I muszę pozwolić na to, z uśmiechem machać na pożegnanie kolejnych etapów, by czuł siłę mojego wsparcia. By pamiętał drogę do moich ramion. Nie ma znaczenia, jak daleko od nich odejdzie. A na razie afirmuję te chwile, kiedy jeszcze mogę mówić Mleczny Królewiczu, mleczko czeka.

sobota, 5 listopada 2011

jesienne słońce


Jesienne słońce ma wyjątkową moc. Żarzy się w nim jeszcze letni upal, ale i jest ostre jak to odbite od śniegu. I  w tym słońcu on biega swoimi dróżkami, by zakończyć każdą eskapadę w moich ramionach. Daję mu siebie, słodki pokarm życia, jest mu błogo, a jego oczka stają się coraz bardziej senne. A może mruży je od jesiennego słońca, które wpada przez okno?